Skrzywiona przegroda nosowa – gdy konieczna jest operacja

Trwa mniej niż godzinę, a przynosi pozytywne efekty w postaci poprawy jakości życia, samopoczucia i przede wszystkim zdrowia. Septoplastyka zalecana jest pacjentom, u których skrzywienie przegrody nosowej powoduje niekończące się infekcje, ból i niedotlenienie. Sam zabieg niesie minimalne ryzyko powikłań, a korzystne rezultaty można odczuć już po miesiącu od operacji.

Ludzka twarz nie jest idealnie symetryczna – zazwyczaj nie widać tego gołym okiem. O ile jednak pewna nieregularność rysów dodaje uroku, o tyle niektóre skrzywienia w istotny sposób utrudniają życie. Jednym z takich przypadków jest skrzywiona przegroda nosowa – rzadko widoczną z zewnątrz, anomalię taką można łatwo wychwycić chociażby podczas tomografii komputerowej. Niektórzy dobrze funkcjonują z krzywą przegrodą nosową przez całe życie. Innym jednak tak utrudnia ona codzienne funkcjonowanie, iż jedynym ratunkiem na poprawę jest operacja.

Kiedy skrzywiona przegroda nosowa wymaga operacji

Znaczne skrzywienie przegrody nosowej wywołuje szereg komplikacji. Nawracające infekcje górnych dróg oddechowych, chrapanie, krwawienie z nosa, ból, utrudnione oddychanie niosące za sobą niedotlenienie całego organizmu i niewłaściwe funkcjonowanie wielu narządów wewnętrznych, częste bóle głowy – to dolegliwości wiążące się ze skrzywieniem przegrody nosowej.

Przy znacznych anomaliach operacyjna korekta przegrody nosowej jest niemal zawsze wskazana. Większość pacjentów obserwuje znaczną poprawę jakości swojego życia po takim zabiegu – kończy się życie z wiecznym katarem, łatwiej jest się skoncentrować, poprawia się wydolność całego organizmu. Oczywiście decyzję o wskazaniu pacjenta do operacji podejmuje otolaryngolog – jeśli wypisze w tym celu odpowiednie skierowanie, warto jak najszybciej zapisać się na zabieg do szpitala.

Wady zażywania antybiotyków

Skutki uboczne antybiotyków

Substancje chemiczne zawarte w antybiotykach zabijają nie tylko bakterie chorobotwórcze, ale też „dobre” bakterie bytujące w układzie pokarmowym. To właśnie one są odpowiedzialne m.in. za odporność. Zabijając je antybiotykiem, narażamy się na nawracające infekcje. Organizm po antybiotykoterapii jest osłabiony – regeneruje się bardzo powoli.

Na przykład małe dziecko po takim leczeniu powinno minimum miesiąc nie chodzić do przedszkola, aby jego układ immunologiczny stanął na nogi. Mija się to z celem, na który zwykle wskazują rodzice – antybiotyk nie jest cudownym rozwiązaniem, które pozwoli dziecku być w przedszkolu, a rodzicowi nie stracić pracy z powodu ciągłych zwolnień. W rzeczywistości może sytuację wręcz pogorszyć.

Antybiotyk stosowany z głową

Zanim poprosimy lekarza o antybiotyk, zróbmy to, czego tak się boimy lub uważamy, że nie możemy sobie na to pozwolić: zostańmy w domu przez kilka dni, pod kocem, w ciepłym łóżku, leczmy się miodem, herbatą malinową, ziołami i mlekiem z czosnkiem. A gdy to nie pomoże i rzeczywiście konieczne będzie przyjęcie antybiotyku, nie wracajmy do codziennej gonitwy od razu po pierwszym ustąpieniu objawów – dalej odpoczywajmy i zapewnijmy organizmowi odpowiednie warunki. Nie zapominajmy też o leku osłonowym.

Antybiotyk może stanowić ochronę przed poważnymi powikłaniami, takimi jak np. zapalenie płuc. Jednak stosowany zbyt często, traci swoje działanie, ponieważ organizm się na niego uodpornia. Warto więc stosować go wyłącznie w ostateczności, jako ostatnią deskę ratunku na poważne infekcje. Tylko wtedy przyniesie prawdziwą korzyść.